Hej wesele ❤️

W czasie urlopu w Polsce, mamy wesele w rodzinie S. Z jednej strony bardzo się cieszyłam, bo spotkamy wszystkich i będzie rewelacyjna impreza, a z drugiej ciągle martwiłam się sukienką.
Ciężko dobrać fason dla kogoś kto waży prawie 90 kilo, talia mu wisi do bioder i ma sylwetkę kołka.

W sklepach nic ciekawego, same letnie kiecki, a jak już coś mi wpadło w oko, to kosztowało milion monet. Z pomocą, jak zwykle w podbramkowych sytuacjach, przyszedł S.

S: Ania, to czemu przez neta nie poszukasz? Jeszcze jest tyle czasu, że zdążysz odesłać w razie czego.
Ja: S, bo ja nie wiem jaki fason, żeby mi fałd i brzucha tak nie było widać.
S: Ania, olej. Zamów taką, jaka Ci się podoba. Nie patrz na fałdki.

Posłuchałam męża (tak, mi też się czasem zdarza) i znalazłam piękną kieckę. A do tego w moim ukochanym kolorze i modnym fasonie. Problemem okazał się rozmiar.

Ja: Znalazłam, chcesz zobaczyć?

Pokazałam, a on uznał, że bardzo fajna i niedroga.

Ja: Ale ja Kocie nie wiem jaki rozmiar. Musiałbyś mnie zmierzyć.
S: To dawaj.

S w wersji optymistycznej uznał, że z centymetrów brakuje mi tylko po 2-3 do rozmiaru 14, więc powinnam zamówić 14-tkę. Szczególnie, że 16-ka nie była dostępna.
Ucieszyłam się bardzo, że widzi mnie mniejszą, niż jestem w rzeczywistości i drugi raz jednego dnia go posłuchałam.

Dostawa była zaplanowana za 4 dni i przez te 4 dni prześladowała mnie myśl, że się nie zapnę. Nie nosiłam rozmiaru 14 od czasu porodu Felusia i jakoś czarno to widziałam.
Po 4 dniach, kiedy kurier ją dostarczył, nawet jej nie rozpakowałam. Czekałam, aż S wróci z pracy, bo wiedziałam, że mnie pocieszy w razie czego.
Jak wrócił i zobaczył, to od razu otworzył paczkę.
Sukienka była piękna. Super materiał, piękny kolor i bardzo na czasie.

S: Nakładaj.
Ja: Dobra, ale pewnie się nie zapnę.

Poszłam do łazienki, odwróciłam się do S plecami, wciągnęłam brzuch co łatwe nie było, stanęłam na palcach (co było głupie) i czekałam. S troszkę się gimnastykował, próbował kilka razy, a raz nawet sapnął.

S: Gotowe.
Ja: Zapiąłeś?
S: Tak.

Szok. Co prawda na wdechu pełnym, bez ruchu i nie było mowy o tańcu, że o jedzeniu już nie wspomnę. Ale wbiłam się! Wyglądałam trochę jak beza, ale co tam. S był zachwycony, a mnie oczarował kolor.

Całej tej sytuacji przyglądał się Felutek, ale nic się nie odzywał. Pytam go więc:

Ja: Felutku jak mama wygląda? Pasuje mi taka kiecka?
F: Nie, zdejmij mamo. Nie pasuje.
Ja: Ale to nie na teraz, to na wesele co Cioci E.
F: Nie pasuje Ci!
Ja: Synku, to co mamie pasuje?
F: Leginsy.

No więc tak, kieckę trzeba odesłać, a ja mam takie pytanie. E, mogę być na Waszym weselu w leginsach? Nie chcę, żeby dziecko straciło poczucie bezpieczeństwa czy stabilizacji, jak się matka raz do roku jak człowiek ubierze.

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

2 uwagi do wpisu “Hej wesele ❤️

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s