Wesołych Świąt 🐣

Zawsze razem ze świętami nachodzi mnie refleksja. Tęsknie bardzo za siostrami i bratem. Czasem nawet łezkę uronię, ale nie mówcie im 😉.

Zawsze z pocieszeniem przybywa S. Rozśmiesza, dokucza, absorbuje moje myśli.
I wiecie co? Jestem szczęściarą. Mimo tak „ciężkiego” charakteru mam super męża, który jeszcze ze mną wytrzymuje. Mam cudowne, zdrowe dzieci. Mam dach nad głową i pełną lodówkę. Mam wszystko. Mam szczęście.

I mimo, że nie mam babki wielkanocnej, białej kiełbasy i nie posprzątałam mieszkania to będą to cudowne święta.
P.S. Mamy jarzynową 😉.

Życzę Wam pogodnych, spokojnych i zdrowych świąt Wielkanocnych. Spędzonych w rodzinnym gronie. Czasu na chwilę oddechu, refleksję i odpoczynek. Żeby Wasze święta też były cudowne.

Życzę Wam, żebyście zawsze znaleźli chwilę dla siebie…. I chwilę dla mnie 😉

Wesołych Świat ❤️🐥🐣

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Kabel 😉

Na naszej ulicy trwa remont. Ekipa kuje chodniki i kładzie światłowód. Kilka dni temu rozłożyli sprzęt akurat pod naszymi oknami.

Głośno jest w domu bardzo i okropnie się kurzy, ale są też i zalety. Felutek jest zachwycony. Od rana sterczy w oknie, stuka w szybę do panów robotników i pokazuje wszystkie swoje koparki. Cały parapet nimi zastawił i pięknie się bawi.

Ostatnie trzy dni mało robili, bo leje bez przerwy, ale dziś ekipa znowu się pojawiła. Zmywałam właśnie naczynia w kuchni, Buba drzemała, a Felutek sterczał w oknie kiedy ktoś zastukał do drzwi.

F: Mamo, to pan z koparki. Widzę go.
Ja: Już otwieram.
PzK: Dzień dobry, czy ma Pani może kran na podwórku? Potrzebuję nabrać baniak wody.

Mam. Otworzyłam bramkę na ogród, Felutek przypilnował Pana jak nalewał i po chwili wróciłam do robienia obiadu.

Po kilku minutach zaczęło znowu padać i ekipa się „zwinęła”.

Jak S wrócił z pracy, to pyta:
S: Jak Wam minął dzień?
F: U mamy był Pan!
S: Tak? Jaki Pan? Co chciał?
F: Z koparki Pan. Wody chciał się napić.
S: Ania?
Ja: Patrz, od dziś już nie będzie przy Felutku tajemnic.
S: Gadaj co za Pan?

Opowiedziałam jak było i cieszę się, że teściowa jako świadek naoczny poparła moją wersję, bo mógł być kłopocik.

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Rekord Guinessa 😊

Załamka. Za kilka tygodni urlop, a po 6 tygodniach diety ja nawet deko nie schudłam.
To aż niemożliwe. Ale już to mam. Już wiem o co kaman.

Rano wstaje, do lustra biegiem. No chudsza. W spaniu wychudłam. Z przodu jedna fałdusia, ale pod majty wejdzie na spokojnie, a na plecach tylko po dwa boczki. Trzecie i czwarte zniknęły. Biegusiem na wagę, a tam 2 kg mniej niż wczoraj. Szaleństwo. Tak. Jest. Brawo ja. Mam tę mooooc. Nie żresz i jest. 6 tygodni bez kolacji (z malusimi wyjątkami) , 6 tygodni bez cukru (plus/minus bez) i bez podjadania (prawie) . O ja Cię. 2 kilogramy to już coś. Zawsze to już jest 8-ka z przodu, a nie 9-ka😁😁😁.

Wieczorem po pracy patrzę, a tu trzecie boczki wróciły, bebech jak w 6 miesiącu ciąży i do tego fałdka dalej wisi. Biegiem na wagę. 90. Niech to szlag. I jak to niby? Nic nie jadłam takiego, nie piłam. Woda tylko. Toż to niemożliwe. Co to ma być? Jaja jakieś. Załamka.

A jednak. Możliwe. Rozgryzłam to. Moje ciało zagina czasoprzestrzeń. W 12h pokonuje 6 miesięcy.

Jeszcze nie wiem jak to wykorzystam, ale przecież to jest ewenement na skalę światową. Może mnie do jakichś eksperymentów wezmą. Może ja tym odchudzaniem to zabijam swoje szanse na pobicie rekordu Guinessa.

Wpiszą mnie pod osiągnięciem:

Jak zaprzepaścić 6 miesięcy w 12h 😁😁😁

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Ewolucja😉😀

Uważam, że ewolucja w związku jest potrzebna. Zawsze przynosi coś nowego. Daje odczucie odświeżenia. Nas też nie obeszła. Nie było to może jakieś spektakularne WOW, ale nastąpiła.

Definicja ewolucji to zmiany dokonane w czasie. I w naszym związku, to akurat czas gra główną rolę.

Jak tylko zaczęliśmy się spotykać to zwracaliśmy się do siebie „kochanie”. Wołaliśmy słodko:

  • Kochanie bądź tak uprzejmy i podaj mi pilota.
  • Kochanie przepyszny obiad.
  • Kochanie przepraszam, muszę do toalety.

Po roku wspólnego mieszkania, nadeszły zmiany i ja stałam się Myszką, a S Kociakiem. Częściej już padały zdania:

  • Kociaku, podaj pilot proszę.
  • Myszko pyszny obiad.
  • Kociaku idę do wc.

Dalej było słodko, cukierkowo i bardzo romantycznie.

Po dwóch latach Kociak stał się Kotem, a Myszka – Myszą. Już nie było tak „słodko pierdząco”, ale dalej miło.

Niedawno stuknęło nam 5 lat razem. Wiele się zmieniło między nami. Jedne rzeczy wypadły z codziennej rutyny, a wkradły się nowe. I co jak co, ale zdecydowanie ewoluowaliśmy.

Ja: Kocie, Kocie?
Ja: Kocioł?!?!?
S: Co Myszol?
Ja: Kocioł, ja jestem w kibelku, możesz zabrać dzieci?
S: A co? Przeszkadzają Ci?
Ja: Nie, wcale. Ale do tej pory się łudziłam, że chociaż tu mogę być sama. Nawet załatwić się bez towarzystwa nie mogę.

I tak właśnie przebiegała nasza ewolucja. Od pudrowania nosa w toalecie, po kupę w kiblu. 😉

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Zdarta płyta 😉

Mam teściową. Tzn. mam ją od czasu ślubu z S w pakiecie, ale od dwóch tygodni mam u siebie. Z walizą mięcha, słodyczy i kiełbasy przyjechała nam pomóc z dzieciakami.

Z teściową dogaduję się dobrze, ale chwalić nie będę, żeby Wam przykro nie było 😜.

Teściowa trafiła u nas na trudny czas. A przyczyną trudnego czasu jest odwyk Felutka od telewizora. Uznaliśmy z S, że za dużo i telewizja poszła w odstawkę.

Pierwszego dnia błagali oboje. Felutek próbował wymusić na mnie krzykiem, teściowa prośbą. Mimo nacisków z obu stron, nie ugięłam się i tv włączyliśmy dopiero na wieczorynkę.
Drugiego dnia Felutek poprosił raz, teściowa pięć, ale też udało mi się nie poddać i cały dzień słuchaliśmy Felusiowych płyt.
Trzeciego dnia Felutek zapytał czy już telewizor działa i po informacji, że nie – odpuścił. I do wieczora miałam spokój. Nawet wieczorynki nie chciał oglądać, bo słuchał swoją płytę. Kiedy do 19-tej telewizor był nadal wyłączony, teściowa nie wytrzymała i powiedziała: „zbyt rygorystycznie Ania”. 😜

Dziś mija 5-ty dzień. Od pięciu dni 24h na dobę gra ta sama płyta. Feluś zapomniał, że w ogóle miał tv. I teściowa wytrzymuje. Chodzi i podśpiewuje pod nosem.

A ja? A ja mam już dość i zaraz oszaleję. Jak jeszcze raz usłyszę: „Jadą, jadą misie”, to chyba sama ten cholerny telewizor włączę.

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

Podśmiechujki 😁😊

Czy Wy sobie wzajemnie czasem dokuczacie? Żartujecie z siebie? Drażnicie siebie nawzajem? Chodzi mi o takie dokuczalskie podśmiechujki.

Nieskromnie powiem, że jestem w tym temacie specjalistką. S w zasadzie też ma sporo takich „numerów”, ale ja opiszę swoje.

Dzielę je na dwa rodzaje:

cicho-ciemne i z premedytacją.
Podam Wam kilka przykładów cicho-ciemnych.

Np. idziemy usypiać maluchy, na górę wchodzę z Bubusią pierwsza, włączam telewizor, a tam: „włóż kartę z dekodera głównego”. Szlag. Ale co tam. Cyk, wyłączam szybciusio. S wchodzi na górę i też zaraz włącza:
S: Cholera, zawsze na mnie trafia. Bez jaj, z tym telewizorem.
I grzeje na dół po kartę.

Jak otwieram suszarkę, a tam miga „wyczyść filtr” to zostawiam zamkniętą jak gdyby nigdy nic i wołam:
Ja: S w suszarce jest sweterek Felutka, możesz mi przynieść.
I pękam ze śmiechu jak słyszę, że S kurami rzuca.
Jest tego masa. Robienie kawy bezkofeinowej, zostawianie pustej rolki papieru w toalecie, czy wypicie całej wody z jego szklanki na stoliku nocnym.

Te z premedytacją to już inny kaliber. To takie o których S wie, że ja to robię celowo.
Do tej grupy zalicza się odkręcanie kranu w umywalce, jak on bierze prysznic, zawiązywanie sznurówek w butach, chowanie gaci po kąpieli, czy zwijanie skarpet nie do pary.

Ostatnio do tej grupy dołączyła muzyka. Codziennie rano wstaję razem z S i daję mu buziaka przed wyjściem do pracy. I codziennie nucę mu do ucha kawałek jakiejś chwytliwej melodii.
A na przerwie dzwoni S i z miejsca:

S: Ania, ochujam zaraz. Też Ci tak jutro zrobię. Szlag mnie trafia, cały dzień chodzę i nucę „hera, koka, hasz, LSD, ta zabawa po nocach się śni”. Ludzie się na mnie w pracy dziwnie patrzą.

A ja jestem z siebie dumna. Przynajmniej mam pewność, że po pierwsze cały dzień o mnie myśli, a po drugie nikt go zaczepiać w pracy nie będzie, ze strachu. 😁😁😁

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.

O krok od nieszczęścia 😉🙃

Będę się dziś mądrzyć.
Ale tylko troszkę. 😉

Bo mi się udało, więc może i Wam się uda. Choć łatwo nie było.
Od początku, bo krążę…

W naszej sypialni jedna ściana była jebucko czerwona. Po dwóch latach nie mogłam już na nią patrzeć. Męczył mnie ten kolor i fakt, że do niczego mi nie pasuje. Wstałam więc w którąś sobotę rano i rzuciłam hasło: tapeta.

Ja: Kocie, jakaś taka szara, srebrna, metalowa z czarnym akcentem. Pomyśl, pięknie by pasowało.
S: Dobrze Ania, a kiedy chcesz kłaść?
Ja: No dziś. Zaraz. Teraz?
S: Ania, ale nie ma ani kleju, ani tapety.
Ja: To jedź szybciutko, kup co trzeba i do wieczora będzie malina.
S: Ania, Ty jedź. Ja nie wiem jaką, pewnie źle wybiorę.
Ja: Myszol, jedź Ty, bo ja kleju nie będę umiała znaleźć. Jedź. Przecież wiesz co mi się podoba. Ja zostanę z Bubą i obiad zaczniemy ogarniać.

Pojechał. Wziął Felutka na doradcę, ale minę miał nietęgą. Dzwonił kilka razy ze sklepu, ale ani Buba, ani Felutek nie dali nam pogadać, więc mówię mu:

Ja: Kocie, weź jakąkolwiek szarą z czarnym.
S: Ania, ale tu jest ich 200.
Ja: To weź najtańszą i wracajcie szybko.

Kiedy przyjechali, S przyniósł tapetę i poszedł do auta po resztę zakupów. A ja? A ja nie wiedziałam jak zareagować. Tapeta była brzydka. Nie taką chciałam. W rolce wyglądała na prawie całą czarną.
Już widziałam w wyobraźni wszystkie koszmary jakie mi się przyśnią w czarnym pokoju. Dziękować Opatrzności, że tylko jedna ściana.

S: Ładna? Mi się bardzo spodobała.
Ja: Tak. Ładna.
S: Ania? Nie podoba Ci się?
Ja: S podoba, ładna jest. Po prostu inaczej ją sobie wyobrażałam.
S: To cieszę się, że Ci się podoba.

„Dobra. Spokojnie. To tylko tapeta. Najwyżej się zmieni za dwa lata. Nic nie gadaj, bo będzie mu przykro. Mniej jebucka jak ta czerwona. Przyzwyczaisz się. Może na ścianie będzie wyglądać lepiej”.

Zajęłam się obiadem, a S z Felusiem i teściem tapetą. Po 2 godzinach zawołali mnie na górę.
A na górze w sypialni? W sypialni PIĘKNA tapeta. Idealna. Taka jaką chciałam. I wcale nie czarna. Tylko piękna, srebrna, we wzory. Cudo.

Ja: S, cudna jest. Genialna. Po prostu rewelacja. Jestem zachwycona.
S: To cieszę się, bo wydawało mi się, że jak ją zobaczyłaś w rolce, to nie byłaś zachwycona.
Ja: Coś Ty. Od razu mi się spodobała. Przecież bym Ci powiedziała.

I cieszę się jak nie wiem, że nic nie chlapnęłam, jak to mam w zwyczaju. Że się powstrzymałam. Że udało mi się nie doprowadzić do nieszczęścia.

A nieszczęściem byłoby oddać taką piękną tapetę. 😁

Photo by Iza.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez zezwolenia autora zabronione.