W taką ciszę… 😊😉

Wykończy mnie Szanowny, wykończy 😉😉😉.
Taki cel obrał i powolutku, każdego dnia, małymi kroczkami realizuje 😊. Kto z boku popatrzy, pomyśli święty, anioł prawie, a żonę taką wredną ma😛.
A ja Wam mówię, że to nieprawda. To znaczy prawda, że ja wredna jestem 😉, ale nieprawda, że S jest święty.

S człowiekiem ogólnie małomównym jest i czasem, jak już w pracy normę wygada, to w domu zwyczajnie już mu się nie chce. Oczywiście opowiada jak było w pracy, pyta jak nam minął dzień, nauczony doświadczeniem zawsze chwali obiad 🙂. Ale do wieczora limit słów wypowiedzianych przez niego w wciągu dnia zostaje wyczerpany, a razem z nim moja cierpliowść 😉.

Czasami uda mi się to zignorować, a czasami, tak jak dziś doprowadza mnie tym do białej gorączki.
S krząta się w kuchni, więc krzyczę z salonu:

Ja: S, idę z Bubusią na górę, bo muszę w szafce z pieluszkami posprzątać!

…..cisza…..

Ja: S?? Słyszysz?
S: Tak, tak idźcie.

Posprzątałam, schodzimy na dół, S w kuchni.

Ja: S, pomóc Ci?

…..cisza…..

Ja: To ja idę na spacer z dziećmi, ok?

…..cisza…..

Ja: S? Słyszysz?
S: Tak. Ok.
Ja: S, dlaczego nigdy nie odpowiadasz od razu?
S: yyy nie wiem. A muszę?
Ja: Nie musisz, ale ja nie wiem, czy słyszałeś czy nie. Wystarczy ok, tak, yhy.
S: Dobrze Ania, postaram się.

Cmoknął mnie w policzek i wrócił do kuchni.

Ja: To cieszę się, a Ty?

…..cisza….

Ja: S?
S: yhy…

Wykończy 😜😜. Dobrze mu idzie 😂.

Siła perswazji… 😉

I znowu źle.

Pozwalacie się komuś wtrącać w „wychowywanie” waszych pociech??? Mnie szlag trafiał, bo ciągle ktoś miał coś do powiedzenia. To źle nosze, po co w ogóle nosze, a czemu nie nosze. Porażka. Wiecznie coś było nie tak. Nerwy, stres, bo milion ludzi i milion opinii.

Nie wiadomo było kogo słuchać, więc jednogłośnie stwierdziliśmy z S, że robimy po swojemu. Tzn. tak jak uważamy my i tak jak nam Majka doradzi 😜. Ale to nie tak, ze Majka pytała o doradztwo. Ona pytać nie musiała 😬, bo doradcy stanowisko nadała sobie odgórnie sama.

Pisze do mnie ostatnio:

M: Hej. Co robisz?
Ja: Szukam.
M: Czego?
Ja: Chodzika dla Buby.
M: Po co?
Ja: Feluś wylał całą wanienkę wody na dywan w salonie i skoro dywanu nie ma, to pomyślałam, że Buba by w chodaczku pośmigała.
M: Chodak za bardzo obciąża bioderka.
Ja: Ale ja chciałam tylko tak, na kilka tygodni.
M: Nie. Nie zgadzam się.
Ja: Ale Maja!!!!
M: Nie. Nie ma mowy.
Ja: No dobra. Zrozumiałam. Uciekam, bo nie mam jak pisać.
M: A co robisz?
Ja: Dywanu szukam 😊😊😊.

Ja, uwielbiam go… 😍

Jaki komplement z ust Waszego męża Was najbardziej uszczęśliwił?

Mój S wyleczył mnie z kompleksów. Dla niego jestem piękna, mam ładne oczy i śliczny uśmiech 😉. Do tego mój mąż nie umie dostrzec co to ten „cellulit” 😂, a z moich rozstępów na brzuchu i pupie nic sobie nie robi.
Stara się często rzucić jakiś komplement, choćby był mało wyszukany.
Ale dwa, zapadły mi w pamięć najbardziej.

Pierwszy w dniu naszego ślubu. Kiedy już czekałam na niego ubrana w białą suknię, odszykowana i wypachniona, a on zobaczył mnie i ze wzruszenia nie umiał słowa wydusić. A jak już się udało, to powiedział: „ Jestem szczęściarzem”. Pobeczał mnie tym, ale warto było coś takiego usłyszeć.

Drugi raz był zupełnie inny. Szykowałam się na koncert. W miejscowości blisko nas grała Chylińska. Na koncert szłam z kolegą R, bo tylko on mi uległ 😀. Wszystkie koleżanki mi odmówiły, bo fankami Chylińskiej nie są. Nie pomogły moje tłumaczenia, że ja też nie jestem jej największą fanką i na plecach sobie Chyła nie wytatuuję 😂😂😂. Muzykę ma fajną, a ja chciałam się trochę „rozerwać”. Udało mi się namówić R, chociaż chyba poszedł ze mną tylko z litości 😊.

Koncert zaczynał się o 19, o 18 musiałam wyjść domu, a o 17:30 zamknęłam się w sypialni, żeby się wyszykować. S został z maluszkami na dole. W całym przedsięwzięciu wspierała mnie teściowa, więc dzieci zostawiałam z troszkę mniejszymi wyrzutami sumienia.

Gotowa już, przejrzałam się w lustrze i pierwszy raz od dłuuugiego czasu, zadowolona z efektu zawołałam S.

Ja: Kocie, jestem prawie gotowa. Zajrzysz na górę.
S: Idę.

Wchodzi po schodach, otwiera drzwi do pokoju, staje jak wryty, patrzy na mnie wielkimi oczami i mówi:

S: Tak nie pójdziesz!

Aż się wzruszyłam, taki komplement ❤.

Babra w bombie 😊

Szanowny wraca z pracy, wchodzi do salonu, a tam pobojowisko.
Brew uniósł, popatrzył na mnie wymownie, ale zwrócił się do Felusia:

S: Felusiu, ale bałagan zrobiłeś.
F: Tatusiu, ja cały dzień sprzątałem.

S zarechotał, wziął Felutka na ręce i poszli do kuchni.
A moje gumowe ucho, podsłuchało jak mówi:

S: Oj, ja to już jedną taką znam, co cały dzień sprząta i sprząta, a do domu wejść nie można, więc to zdecydowanie dziedziczne.

Przegina ten S, przegina 😂😂😂.

Pcha się w gips 😜😜😜.

Mam tę moc 😉

Odkryłam w sobie dar 😉. Jestem wydobywcą talentów.

Taki wydobywacz, to musi wiedzieć, że w człowieku (w tym wypadku to był S, bo w sumie tylko na nim próbowałam 😜) to talent ukryty jest. S jest tak zwaną złotą rączką. Umie zrobić wszystko, na wszystkim się zna, a jak się nie zna to się zapozna. Mądrzy się przy tym okrutnie, ale tą jedną wadę (na razie) pozwalam mu mieć 😂😂😂.

Wymarzyłam sobie łóżko dla Felusia. Chciałam, żeby miał coś ekstra i żeby chciał sam spać. Szukałam po czeluściach internetów, wybór duży, ale żadne nie było idealne. Podpatrzyłam kilka projektów, narysowałam swój i zaczęłam wydobywanie.

Próbowałam kilkoma metodami, bo to nie są proste sprawy 😉.

Metoda 1 – uwielbienie!
Ja: S, popatrz. To wcale nie jest taki skomplikowany projekt. Dasz rade. Przecież jesteś najlepszy. Wszystko robisz najwspanialej. Zdolny jesteś bardzo przecież, mówię Ci podejmij się, wyjdzie Ci na pewno.
S: Ania, nie ma mowy. Nie mam ani czasu, ani miejsca. Nie wymyślaj.

Metoda 1 po dwóch bezskutecznych miesiącach ustąpiła miejsca metodzie drugiej.

Metoda 2 – na litość.
Ja: S, spróbuj proszę. Mi tak bardzo zależy. Pomyśl jaki Feluś byłby szczęśliwy. Jemu by się bardzo podobało, wiem to. Przemyśl to, bo smutno mi, że on takiego nie będzie miał.
Po miesiącu „żebrów” widziałam, że S zaczyna pękać, wiec sru mu ostatnią metodę.

Metodą 3- obiecanki cacanki.
Ja: S, bo wiesz, że jak to łóżko zrobisz, to Feluś pójdzie spać do siebie, a my odzyskamy łóżko i sypialnie.
S: Gdzie ten projekt????

Wydobyłam 😉.

Fanklub, czyli siedem dziewcząt z Albatrosa 😉

Jako kobieta mam wiele tajemnic, mniejszych i większych. Tajemnic przed mężem, przed bratem, przed Majką (rzadko bardzo, co prawda i tylko takie malusie, ale mam) i przed Wami 😉.

Moją tajemnicą jest siostra 😊 i nie jest nią Majka. Jeśli dotrzymacie mi wierności, to poznacie bliższą historię naszej „brazylijskiej rodziny”. Mogę Wam tylko zdradzić, że twórcy „Mody na sukces” inspirowali się naszą historią.
Tak więc Chuda, bo o niej mowa, jest moją najstarszą siostrą (i nie żebym jej wiek wypominała, bo i ciałem i duchem wygląda najmłodziej z nas wszystkich 😊😊😊).

To właśnie Chuda jest moją największą fanką. Ale piszę o niej nie tylko dlatego, że udostępnia mój każdy post i do tego jeszcze każdy, który udostępnia „polubia” 😂😂😂, komentuje na „fejsbooku”, komentuje na stronie i „wciska” mnie wszystkim 😉. Piszę o niej dlatego, że jest zaje-fajna.

C: Ania, mi się tak bardzo podoba, powiedz jak mam Ci pomóc, to pomogę.
Ja: Chuda udostępniaj jak możesz.
C: Pewnie. Nie ma sprawy.

I dostaję wiadomość z „fejsbooka”:
„Masz bardzo skuteczny post. Udostępniony 12 razy w ciągu minuty”. Sprawdzam – Chuda 😁😁😁.

I wiem, że jej się „nagniotło”, i wiem, że przypadkiem, ale wiem też, że jak bym do niej zadzwoniła, żeby udostępniła mi post sto razy, to ona odpowiedziałaby mi:

C: Ania, tylko ten, czy wszystkie po sto?😀

Ku przestrodze 😉

Któregoś wieczora położyliśmy maluchy spać, odgruzowaliśmy kuchnię i salon, wzięliśmy prysznic i okazało się, że wieczór jeszcze młody. Pomyślałam sobie, cudownie – poczytam i dziarsko pobrykałam na górę. Jak się okazało mój mąż miał inne plany i po głowie chodziły mu figle.

Zanim się zorientowałam, było już za późno 😊😉. Poczułam się jak w potrzasku i szybko starałam się znaleźć sensowną wymówkę.

Zmęczenie odpadało – widział przecież jak po schodach wbrykuję 😊.
Ból głowy – był już dwa razy w tym miesiącu, więc przegiąć nie mogłam, bo albo by się biedak zaczął martwić, albo (co bardziej prawdopodobne) nie uwierzyłby 😂.
Myśli kołatały mi się po głowie, czułam jak moje plany właśnie odchodzą w niepamięć i powoli zaczęłam już wpadać w panikę. I nagle. Włala☺.

Ja: OKRES dostałam kochanie, bardzo mi przykro.

Dumna z siebie spędziłam wieczór czytając 😊😊😊

A rano bach – okres. Myślę sobie trudno, karma to suka😂😂😂.

Tylko okres mam już trzeci tydzień i w sumie wdzięczna jestem, że w tym stresie nie przyszła mi na myśli biegunka 😂😂😂.